Bez taniej energii nie ma przemysłu. Jak wielkie inwestycje energetyczne napędzają gospodarkę

Do 2030 roku będzie trzeba wymienić urządzenia produkujące energię elektryczną o łącznej mocy prawie 20 GW — ponad połowę mocy polskich elektrowni. Dla gospodarki oznacza to dekady zamówień na stal, cement i automatykę, stabilne miejsca pracy, a docelowo tańszy prąd, od którego zależy konkurencyjność przemysłu i usług.

Rozżarzona do białości stal wylewa się z 35-tonowego pieca elektrycznego w hucie Allegheny Ludlum (fot. Alfred T. Palmer, 1941).

Do 2030 roku będzie trzeba wymienić urządzenia produkujące energię elektryczną o łącznej mocy prawie 20 GW — ponad połowę ogólnej mocy naszych elektrowni. Tak brzmi diagnoza z programu energetycznego Razem i można ją czytać dwojako. Jako groźbę: starzejące się bloki węglowe, rosnące ceny, ryzyko ograniczeń w dostawach. Albo jako największą okazję inwestycyjną od dekad: kilkaset miliardów złotych zamówień, które — dobrze pokierowane — trafią do krajowych hut, cementowni, fabryk kabli i transformatorów, firm budowlanych i inżynierskich. Publiczny program inwestycji energetycznych daje gospodarce trzy rzeczy naraz: popyt dla rodzimego przemysłu, stabilne miejsca pracy i docelowo tańszy prąd, od którego zależy, czy produkcja w Polsce w ogóle się opłaca.

Drogi prąd działa jak podatek od produkcji

Cena energii siedzi w koszcie wszystkiego: tony stali, metra tkaniny, godziny pracy serwerowni i chłodni. Polska płaci tę cenę z węglowej hipoteki. Przy emisyjności 710 gCO2/kWh (dane za 2020 rok, które Razem przywołało w stanowisku w sprawie polityki energetycznej państwa) każda megawatogodzina z polskiej sieci niesie w sobie koszt kilkuset kilogramów CO2 — a więc uprawnień do emisji, które elektrownie kupują i wliczają w rachunek. Ten koszt spływa fakturami w dół, przez huty i zakłady chemiczne aż po piekarnie i pralnie. Gospodarstwa domowe też go widzą: według Eurostatu w drugiej połowie 2025 roku polski prąd był, licząc według parytetu siły nabywczej, trzecim najdroższym w Unii Europejskiej.

Dane. Aukcje uprawnień w unijnym systemie handlu emisjami (EU ETS) przyniosły polskiemu budżetowi 5,42 mld euro w 2023 roku i 3,84 mld euro w 2024 roku (KOBiZE). Najwyższa Izba Kontroli policzyła, że w latach 2013–2023 wpływy te sięgnęły łącznie około 94 mld zł, z czego zaledwie ok. 1,3% wydano wprost na przedsięwzięcia służące redukcji emisji. W drugim półroczu 2025 roku Polska miała trzeci najdroższy prąd dla gospodarstw domowych w UE według parytetu siły nabywczej (Eurostat).

Pieniądze na wyjście z tej pułapki już istnieją — i już je płacimy. Razem pisało w 2023 roku, że ponad 20 miliardów złotych rocznie z opłat za emisję CO2 „jest w budżecie rozmywane, zamiast pokrywać koszty związane z transformacją energetyczną". Ustalenia NIK potwierdzają tę diagnozę z nawiązką: przez dekadę na cele wprost klimatyczne poszło nieco ponad procent tych wpływów. Reszta rozpłynęła się w bieżących wydatkach, a rachunek za drogi, emisyjny prąd co miesiąc wraca do firm i gospodarstw.

Wielka budowa tworzy własny rynek

Skala nadchodzących inwestycji jest już policzona przez samych operatorów. Dwie największe pozycje wyglądają tak:

Strumień inwestycjiSkalaHoryzont
Plan rozwoju sieci przesyłowej PSEponad 64 mld zł2025–2034
Karta Efektywnej Transformacji Sieci Dystrybucyjnych129,5 mld zł2023–2030

Do tego dochodzi energetyka jądrowa — Razem chce co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW, czyli programu opisanego szczegółowo w tekście o planie energetycznej samodzielności Polski. Każda z tych pozycji to fizyczne zamówienia: tysiące kilometrów przewodów i słupów, stal zbrojeniowa i konstrukcyjna, beton, transformatory, rozdzielnie, systemy sterowania i automatyki, roboty ziemne i montażowe. Popyt tego rodzaju ciągnie za sobą całe łańcuchy dostaw — od wielkiej huty po lokalny zakład, który spawa konstrukcje wsporcze. Dlaczego akurat sieci są wąskim gardłem całej układanki, wyjaśniamy za siostrzanym serwisem energetycznym w artykule o najsłabszym ogniwie polskiej energetyki.

Ekonomia zna ten mechanizm od dawna. Badanie Abiada, Furceriego i Topalovej na danych z gospodarek rozwiniętych pokazuje, że zwiększenie publicznych inwestycji podnosi produkt krajowy zarówno w krótkim, jak i w długim okresie, a przy tym przyciąga inwestycje prywatne i obniża bezrobocie — zamiast je wypychać, jak głosił stary dogmat. Warunkiem jest sensowny dobór projektów. Trudno o lepszego kandydata niż energetyka: infrastruktura, bez której nie działa żadna fabryka, i której niedobór już dziś podnosi ceny.

Jest wreszcie strona pracownicza. Elektrownie, sieci i ich zaplecze przemysłowe to zatrudnienie liczone w dekadach, w zawodach wymagających kwalifikacji i dobrze płatnych — dokładnie tam, gdzie polska gospodarka potrzebuje przeciwwagi dla konkurowania niską stawką. Program Razem spina to zasadą „za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle": pracownicy wygaszanych elektrowni i kopalń dostają gwarancję dobrze opłacanej pracy w tym samym regionie, a znaczna część nowych miejsc powstaje w nowym państwowym przemyśle.

Co proponuje Razem

Modernizacja polskiej energetyki jest ogromnym przedsięwzięciem, które da impuls do rozwoju gospodarki. Jeśli zostanie przeprowadzona dobrze, nie tylko uda się pokryć potrzeby energetyczne państwa, zapewniając obywatelom i obywatelkom tanią energię, ale też ograniczyć emisje zanieczyszczeń i gazów cieplarnianych do atmosfery.— Partia Razem — stanowisko „Kierunki rozwoju polskiej energetyki” (2023), partiarazem.pl
  • Co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW oraz modernizacja sieci przesyłowej i dystrybucyjnej (Deklaracja programowa 2025).
  • Jeden państwowy fundusz koordynujący kluczowe inwestycje — w nowy przemysł, infrastrukturę oraz rozwój i wdrażanie innowacyjnych technologii — jako oś długoterminowego planu rozwoju gospodarczego.
  • Zniesienie zapisanego w Konstytucji uznaniowego limitu 60% długu publicznego, który ogranicza możliwości rozwojowe państwa.
  • Całość opłat z europejskiego systemu handlu emisjami na zmniejszenie emisji w gospodarce, z koncentracją na modernizacji energetyki — koniec rozmywania tych pieniędzy w budżecie.
  • „Za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle" — regionalne gwarancje zatrudnienia dla pracowników wygaszanych zakładów.

Skąd wziąć kapitał na taki program i dlaczego wymaga on jednego ośrodka koordynacji zamiast rozproszonych spółek — to rozkładamy na czynniki pierwsze w serwisie energetycznym, w tekście o państwowym funduszu inwestycji energetycznych i końcu dogmatu 60 procent.

Domknięciem tego rachunku są płace. Wielka budowa generuje dochody pracownicze, a te wracają do gospodarki jako popyt na produkty i usługi — mechanizm, który opisujemy w tekście o tym, dlaczego wyższe płace napędzają gospodarkę. Tania energia i godne wynagrodzenia składają się na ten sam model rozwoju: przemysł, który konkuruje jakością i technologią, bo ma stabilne koszty i pracowników, których stać na to, co sam produkuje.

Źródła i dalsza lektura