Cyfrowa suwerenność: publiczna infrastruktura danych i koniec uzależnienia od korporacji

Trzy amerykańskie korporacje kontrolują 70% europejskiego rynku chmury, a polskie urzędy, szpitale i firmy coraz więcej danych przetwarzają na ich serwerach. Każda taka umowa to pieniądz wyprowadzony z kraju i uzależnienie od cudzego prawa. Razem chce zbudować publiczną infrastrukturę danych i oprzeć państwo o wolne oprogramowanie.

Rzędy szaf serwerowych w centrum danych z prowadnicami kabli biegnącymi pod sufitem.

Dane polskich obywateli — z urzędów, szpitali, służb — coraz częściej leżą na serwerach, których właściciel siedzi w Kalifornii i podlega amerykańskiemu prawu. Na pierwszy rzut oka to kwestia czysto techniczna, wybór dostawcy jak każdy inny, tymczasem rozstrzyga o suwerenności: właściciel infrastruktury przechwytuje i pieniądze płynące za jej wynajem, i kontrolę nad tym, co się na niej dzieje. Razem chce to odwrócić i zbudować własne zaplecze. W programie zapisano inwestycję w cyfrową suwerenność: zbudujemy publiczną infrastrukturę przetwarzania danych i oprzemy instytucje państwowe o rozwiązania oparte na wolnym oprogramowaniu (deklaracja programowa, „Polska z atomu, krzemu i stali", pkt 11).

Polska chmura w większości należy do trzech korporacji

Krajowego w niej niewiele. Na europejskim rynku usług chmurowych Amazon, Microsoft i Google kontrolują razem 70%, a wszyscy dostawcy europejscy trzymają się od lat na poziomie około 15% (Synergy Research Group, I poł. 2025). To nie jest peryferyjny fragment gospodarki: przetwarzanie danych, sztuczna inteligencja i moc obliczeniowa stały się infrastrukturą równie podstawową jak prąd czy drogi, a polskie firmy sięgają po nią chętniej niż unijna średnia — z chmury korzysta u nas 56% przedsiębiorstw wobec 45% w całej Unii (Eurostat, dane za 2023).

Dane. Amazon, Microsoft i Google odpowiadają za 70% europejskiego rynku chmury; udział dostawców europejskich to ok. 15% (Synergy Research Group, dane za I poł. 2025). Z usług chmurowych korzysta 56% przedsiębiorstw w Polsce wobec 45% średnio w UE (Eurostat, 2023). Im większa zależność, tym większy strumień pieniędzy i danych płynący do kilku globalnych graczy.

Im więcej tej infrastruktury jest cudzej, tym więcej publicznego i prywatnego pieniądza co miesiąc wypływa za granicę w abonamentach — i tym trudniej się z tej zależności wyplątać, bo migracja z jednej wielkiej chmury do drugiej też odbywa się na ich warunkach.

Nie tylko technika: kto zarabia i kto kontroluje

W grze jest to, kto na tym zarabia i kto to kontroluje. Razem stawia sprawę wprost:

Centra danych, sztuczna inteligencja, przetwarzanie w chmurze — kolejne rządy podpisują umowy z Microsoftem, Google, Amazonem. Bo tak jest najłatwiej. Zamiast budować własną siłę — budujemy naszymi pieniędzmi ich potęgę. Nasze dane są coraz częściej przetwarzane przez nich. Ktoś inny niż my to kontroluje, ktoś inny na tym zarabia.— Adrian Zandberg, konwencja Turbo Polska (29.11.2025), media.partiarazem.pl

Ta zależność kosztuje na trzech poziomach naraz. Traci na tym gospodarka, bo pieniądz, który mógłby zostać w kraju i finansować krajowe serwerownie oraz miejsca pracy, wypływa do central; traci bezpieczeństwo, bo o dostępności kluczowych usług w urzędach i o losie danych obywateli decyduje podmiot spoza polskiej i unijnej jurysdykcji; traci wreszcie rozwój, bo kraj wynajmujący cudzą moc obliczeniową nie buduje własnych kompetencji w technologii, która napędza dziś resztę gospodarki, od przemysłu po naukę.

Co Razem chce zbudować

Chodzi o własne zaplecze i własny standard. Konkretem jest program Polskich Centrów Danych — publicznych serwerowni, które mają dać samorządom, instytutom badawczym i publicznym instytucjom tani dostęp do mocy obliczeniowej i uniezależnić kraj od globalnych platform (biuro prasowe Razem, 29.11.2025). Że Polska ma do tego kompetencje, widać po działających usługach cyfrowego państwa — e-recepcie czy aplikacji mObywatel, z których korzystają miliony.

Drugi filar to oprogramowanie. Instytucje państwa mają się opierać na wolnym oprogramowaniu, a program dokłada do tego zasadę otwartości: „oprogramowanie wytworzone za środki publiczne będzie co do zasady dostępne wraz z kodem źródłowym" (deklaracja programowa, pkt 11). To oznacza koniec płacenia wielokrotnie za to samo i uniezależnienie od zamkniętych licencji jednego dostawcy. Cyfrowa suwerenność spina się przy tym z resztą planu przemysłowego — z programem kompetencji w produkcji półprzewodników (deklaracja programowa, pkt 3) — i z funduszem koordynującym strategiczne inwestycje, bo budowa centrów danych to dokładnie ten rodzaj przedsięwzięcia, które przekracza rachunek pojedynczej firmy — zwrot jest zbyt wolny i zbyt niepewny dla komercyjnego inwestora.

Co proponuje Razem

  • Publiczna infrastruktura przetwarzania danych — program Polskich Centrów Danych dający tani dostęp do mocy obliczeniowej instytucjom publicznym, samorządom i nauce.
  • Instytucje państwa oparte o wolne oprogramowanie zamiast uzależnienia od zamkniętych licencji.
  • Zasada otwartości — oprogramowanie wytworzone za środki publiczne co do zasady dostępne wraz z kodem źródłowym.
  • Uniezależnienie od globalnych platform — koniec wyprowadzania pieniędzy i kontroli nad danymi obywateli poza polską jurysdykcję.
  • Powiązanie z kompetencjami przemysłowymi — m.in. produkcją półprzewodników jako dziedziną strategiczną.

Źródła i dalsza lektura