Ochrona zdrowia kosztuje coraz więcej: społeczeństwo się starzeje, leczenie jest droższe, a kolejki nie znikają. Naturalny odruch polityka brzmi: „podnieśmy składkę". Problem w tym, że składka to źle dobrane źródło — obciąża głównie pracę, a omija tych, których stać najbardziej. Tymczasem pieniądze w polskiej gospodarce są. Trzeba je tylko rozłożyć sprawiedliwiej — przez realną progresję podatkową.
Rosnące potrzeby, kurczące się źródło
Najlepiej widać to po Narodowym Funduszu Zdrowia. Jego rezerwy stopniały z 26 mld zł w 2024 r. do ok. 2,2 mld zł w 2026 r., a Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) szacuje, że w budżecie na zdrowie w 2026 r. brakuje co najmniej 23 mld zł. Ta przepaść między tym, ile system ochrony zdrowia potrzebuje, a ile jest w stanie zebrać składka od pracy, nie zamyka się z roku na rok — narasta i utrwala się wraz ze starzeniem się społeczeństwa.
Dlaczego podnoszenie składki to ślepa uliczka
Składka zdrowotna obciąża przede wszystkim dochód z pracy. A im wyżej w drabinie dochodowej, tym łatwiej z tego obciążenia się wymknąć:
- pielęgniarka na etacie oddaje 9% podstawy,
- przedsiębiorca na podatku liniowym — 4,9% dochodu,
- na ryczałcie składka jest kwotowa, więc przy wysokim przychodzie spada efektywnie do ok. 1,7%,
- a od dochodu z dywidend, najmu prywatnego czy kapitału — 0% składki zdrowotnej.
Podniesienie składki dołoży więc kolejną daninę kasjerce i nauczycielowi, a rentiera żyjącego z kapitału w ogóle nie dotknie. To dokładnie ta sama regresywność, którą opisujemy w tekście: Kto naprawdę dźwiga ciężar podatków.
Efektywne obciążenie na zdrowie według formy dochodu
Im wyżej w drabinie dochodów i im bardziej „kapitałowy" jest dochód, tym mniejszy jego procent trafia na zdrowie. Składka obciąża więc dochód z pracy, a niemal oszczędza dochód z kapitału — czyli działa odwrotnie do zasady płacenia wedle zdolności. Że składka jest de facto regresywnym podatkiem, a nie ubezpieczeniem, rozwija Adam Jura-Czarnecki: Składka zdrowotna to podatek. Tyle że regresywny.
Pieniądze są — tylko źle rozłożone
To nie jest tak, że Polski po prostu nie stać. Polska zbiera w podatkach i składkach ok. 37,3% PKB, przy średniej Unii Europejskiej ok. 40,4% (Eurostat, dane za 2024). Gdybyśmy zbliżyli poziom danin do unijnej średniej, mówimy o rzędzie ok. 113 mld zł rocznie dodatkowej przestrzeni fiskalnej. Tego dystansu nie da się jednak potraktować jak pieniędzy leżących do „ściągnięcia": wynika on z politycznej decyzji o tym, kto i ile płaci — składają się na niego także niższe podatki pośrednie i preferencje dla kapitału, nie tylko regresja na samym szczycie.
Dla porównania: dociągnięcie publicznych nakładów na zdrowie do 8% PKB wymaga rzędu 60 mld zł rocznie więcej — czyli części tej przestrzeni. Problemem nie jest więc absolutny brak pieniędzy w gospodarce, lecz brak politycznej decyzji o tym, kto ma się na te usługi złożyć.
Skąd wziąć tę przestrzeń bez dokładania przeciętnym? Z uproszczenia systemu i likwidacji przywilejów najbogatszych — rozpisujemy to tutaj: Jeden podatek zamiast plątaniny przywilejów.
Co proponuje Razem
Zandberg wskazuje przy tym najprostsze źródło pieniędzy — nieopodatkowane koncerny:
To patologia, że międzynarodowe koncerny płacą do budżetu tyle co nic. To nisko wiszący owoc, dziesiątki miliardów złotych.— Adrian Zandberg, termedia.pl
- Realna progresja zamiast pozornej — wyższe stawki dla najwyższych dochodów, niższe obciążenie pracy nisko i średnio płatnej.
- Wyższa kwota wolna, która najmocniej pomaga najmniej zarabiającym.
- Skuteczne opodatkowanie korporacji i majątków, by ciężar przesunął się tam, gdzie są realne nadwyżki.
- Finansowanie ochrony zdrowia z budżetu do poziomu co najmniej 8% PKB — zamiast łatania systemu kolejną składką od pensji.
Nie ma nic za darmo — przebudowa danin oznacza koszty przejścia i wymaga uszczelnienia, żeby kapitał nie uciekał do łagodniejszych form. Składka ma dziś jedną realną zaletę: trudniej ją po cichu obciąć niż pozycję w budżecie — dlatego finansowaniu z budżetu musi towarzyszyć ustawowy próg nakładów na zdrowie. Ale kierunek jest jasny: zdrowie finansuje się z całego dochodu narodowego wedle zdolności płatniczej, a nie z jednej daniny od pracy.
A jak konkretnie zmienić sam mechanizm finansowania zdrowia — ze składkowego na budżetowy — tłumaczymy w siostrzanym serwisie: Od Bismarcka do Beveridge’a: jak zmiana modelu uprości system i poprawi leczenie.
Źródła i dalsza lektura
- Adrian Zandberg: „Podnieśmy podatki dla korporacji" (termedia.pl)
- PAP — program Zandberga: 8 proc. PKB na zdrowie
- Partia Razem — „Zdrowie ponad zyski" (deklaracja programowa)
- OECD — Health at a Glance 2025: Poland (nakłady na zdrowie w % PKB)
- Eurostat — tax-to-GDP w UE 40,4% (2024)
- Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych — stawki składki zdrowotnej (Dz.U.)
- ZUS — składka na ubezpieczenie zdrowotne (stawki, podstawy, ryczałt)
- Eurostat — Tax revenue statistics (dochody podatkowe w % PKB)
- Adam Jura-Czarnecki — Składka zdrowotna to podatek. Tyle że regresywny
- FPP/PAP — w budżecie na zdrowie brakuje co najmniej 23 mld zł w 2026 r.
- Główny Urząd Statystyczny — budżety gospodarstw domowych
