Miejska spółka wodociągowa ma jedno zadanie: dostarczać czystą wodę i utrzymywać sieć w dobrym stanie. Potrzebuje do tego inżynierów, księgowych i właściciela, który umie czytać jej sprawozdania. Zamiast tego dostaje — z mocy prawa — radę nadzorczą, a do rady trafiają ludzie wskazani przez tego, kto akurat wygrał wybory. Mieszkaniec płaci za ten układ dwa razy: raz w taryfie za wodę, drugi raz wtedy, gdy „nadzór" niczego nie wychwyci. Razem proponuje rozwiązanie proste i radykalne zarazem: zlikwidować te rady w całości.
Trzy tysiące spółek, tysiące foteli
Skala jest większa, niż się zwykle wydaje. Na koniec 2023 r. działało w Polsce 3212 spółek z udziałem jednostek samorządu terytorialnego, z czego ok. 2,5 tys. należało do samorządów w całości (NIK za danymi GUS). Ponad tysiąc z nich zajmuje się wodociągami, kanalizacją i odpadami, kolejne setki — nieruchomościami, ciepłem i energią, transportem, budownictwem. To jest infrastruktura codziennego życia: kran, kaloryfer, autobus, czynszówka.
W zwykłej spółce z o.o. rada nadzorcza jest opcją. W spółce z udziałem samorządu jest obowiązkiem — wymaga jej art. 10a ustawy o gospodarce komunalnej. Każda rada to co najmniej trzy fotele, a członków powołuje zgromadzenie wspólników — czyli w praktyce wójt, burmistrz albo prezydent miasta. Wynagrodzenia ustawia ustawa kominowa z 2016 r.: członkowi rady przysługuje od 0,5 do 2,75-krotności podstawy wymiaru, co przy zamrożonej podstawie 4403,78 zł daje od ok. 2,2 tys. do ponad 12 tys. zł miesięcznie — za udział w kilku posiedzeniach rocznie.
Jak wygląda dobór ludzi do tych foteli, NIK opisała już w 2015 r. na przykładzie spółek z województwa łódzkiego: konkursów nie było, kandydatów do rad wskazywali jednoosobowo prezydenci miast, a w samej Łodzi 21 członków rad nadzorczych krążyło w latach 2010–2013 między radami różnych spółek. Zdarzało się też zasiadanie w kilku radach naraz, wbrew przepisom. Formalne wymogi istnieją — kandydat musi mieć zdany egzamin dla członków organów nadzorczych, z którego zwalnia jednak m.in. doktorat, uprawnienia radcy prawnego czy dyplom MBA — ale nawet najlepiej zdany egzamin nie zmienia zasadniczej wady konstrukcji: wybiera i odwołuje polityk, więc lojalność bywa ważniejsza od kompetencji.
Fikcja nadzoru, realne pieniądze
Gdyby te rady faktycznie nadzorowały, można by o kosztach dyskutować. Ustalenia kontrolerów mówią co innego. W raporcie „Spółki gminne: jeszcze komunalne czy już komercyjne?" z 2022 r. NIK oceniła nadzór właścicielski nad spółkami komunalnymi jako przeważnie pasywny: tylko połowa gmin w ogóle ustaliła zasady tego nadzoru, a żadna nie korzystała z uprawnień kontrolnych wspólnika. W 12 zbadanych spółkach wynagrodzenia członków zarządów i rad pochłonęły łącznie ponad 11,2 mln zł — i w 7 z nich wypłacano je z naruszeniami.
Na Dolnym Śląsku samorządy przekazały swoim spółkom w latach 2018–2020 2,7 mld zł wsparcia, a NIK wykryła nieprawidłowości finansowe na 124 mln zł. Z kolei kontrola wynagrodzeń w 18 spółkach komunalnych z sześciu województw za lata 2018–2023 wykazała, że w 15 z nich członkom zarządów i rad wypłacono ok. 2,9 mln zł z naruszeniem prawa, a NIK skierowała w tych sprawach trzy zawiadomienia do prokuratury. Obraz jest spójny: rady zasiadają, diety płyną, a tam, gdzie nadzór byłby naprawdę potrzebny — przy taryfach, inwestycjach, wynagrodzeniach zarządów — jego po prostu nie ma.
Co proponuje Razem
Deklaracja programowa z 2025 r. nazywa problem wprost: „PO-PiS-owa klasa polityczna traktuje publiczny majątek jak prywatny folwark. Przodują w tym zwłaszcza politycy samorządowi, od lat obsiadający lokalne spółki i agencje". Odpowiedź programowa jest równie konkretna:
Zlikwidujemy rady nadzorcze w spółkach samorządowych. Ich funkcję przejmie sprofesjonalizowany nadzór właścicielski.— Deklaracja programowa Razem (2025), rozdz. „Uczciwa polityka”, partiarazem.pl
Zamiast kolegialnego ciała obsadzanego z rozdania — stały, fachowy nadzór po stronie właściciela, czyli urzędu: analitycy odpowiadający służbowo za finanse i wyniki spółek. Dokładnie tego braku od lat dotyczą zalecenia NIK. A żeby fotele nie wróciły bocznymi drzwiami, program domyka system z obu stron:
- „Zakażemy samorządowcom zasiadania w organach spółek jednostek samorządu terytorialnego i spółek Skarbu Państwa i pracy w instytucjach samorządowych. Wprowadzimy instytucję zawodowego radnego" — radny ma utrzymywać się z mandatu i kontrolować władzę wykonawczą, a nie dorabiać w spółce, którą powinien patrzeć na ręce;
- „Wprowadzimy zakaz zasiadania w organach spółek skarbu państwa przez dwa lata po zwolnieniu mandatu w parlamencie i samorządzie" — koniec z miękkim lądowaniem zaraz po przegranych wyborach.
Uczciwe państwo zaczyna się tam, gdzie publiczny majątek przestaje być nagrodą w politycznej loterii — i tam, gdzie ciężary rozkładają się uczciwie. Kto dziś naprawdę dźwiga ciężar danin, pokazujemy w tekście Kto naprawdę dźwiga ciężar podatków. A jak ta sama patologia wygląda od strony ludzi, którzy w spółkach komunalnych po prostu pracują — kierowców, operatorów sieci, księgowych — piszemy w serwisie o pracy: Pracownicy zamiast polityków w spółkach.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — deklaracja programowa, rozdz. „Uczciwa polityka"
- NIK — o zasadach wynagradzania członków zarządów i rad nadzorczych spółek komunalnych (kontrola 2018–2023; liczba spółek z udziałem JST za GUS)
- NIK — „Spółki gminne: jeszcze komunalne czy już komercyjne?" (pomorskie i zachodniopomorskie, 2022)
- NIK — niewystarczający nadzór nad spółkami komunalnymi na Dolnym Śląsku (2022)
- NIK — o spółkach komunalnych (woj. łódzkie, 2015: obsada rad bez konkursów)
- Ustawa o gospodarce komunalnej (Dz.U. 1997 nr 9 poz. 43, art. 10a — obowiązkowa rada nadzorcza i wymogi wobec członków)
- Ustawa o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami (Dz.U. 2016 poz. 1202 — „ustawa kominowa", mnożniki dla rad nadzorczych)
- Ustawa o zasadach zarządzania mieniem państwowym (Dz.U. 2016 poz. 2259, art. 19 — egzamin i zwolnienia z egzaminu)
